Praca w czasach kwarantanny.

 

Świat stanął na głowie i ja też staję aby się do niego dopasować. Dotychczasowe rytuały szlag trafił. Została tylko co poranna  filiżanka zielonej herbaty (jak domownicy jeszcze śpią) czyli tzw. 5 min dla siebie. Cała reszta poszła sobie i nie mogę jej dostrzec na horyzoncie dnia.

Reszta czyli… kilka godzin pracy w ciszy i spokoju, które mogłam poświęcić na rozwijanie biznesu, obsługę zamówień, kontakt z Klientem i odrobinę kreatywności potrzebną do tworzenia wizji tego co w przyszłości… W uporządkowanej codzienności było też miejsce na życie rodzinne ( za którym ma się szansę zatęsknić po kilkugodzinnej rozłące), na wyjście do „ludzi” czy to w celach towarzyskich czy zdrowotnych (czyt. fitness).

Teraz kiedy kazali zamknąć nam się w domach uczę się siebie na nowo. Siebie i innych. Zacznę od tego, że jestem mamą dziecka w wieku szkolnym. I tym samym kilka godzin dziennie wchodzę w rolę nauczyciela, bo przecież syn za mały aby samemu ogarnąć cały materiał i elektroniczną obsługę zadań. Staram się, naprawdę, ale włosów na głowie mam coraz mniej. Melisa poszła w ruch i zaparzam ją już w dzbanku aby było na dolewki. Gdzie się podziała moja cierpliwość i spokojna natura??! Przynajmniej wiem, że kiedyś dokonałam dobrego wyboru drogi życiowej i z edukacją nie mam nic wspólnego. Na szczęście!

Jak już człowiek upora się z lekcjami i humorami malucha trzeba by pomyśleć co na talerz włożyć. Z lodówki zerka na mnie 10 litrów mleka, 3 kostki masła, kilka paczek żółtego sera i parę innych rzeczy, które trudno ze sobą połączyć. Bo jeśli do tej pory miałam problem z określeniem co zjem na obiad danego dnia skąd nagle miałam wiedzieć robiąc zapasy w sklepie co będę jadła przez dwa najbliższe tygodnie!! Ok na szczęście znalazłam paczkę mrożonki.

14:00 obiad zjedzony. Teraz usiądę do laptopa i zajmę się tym co czeka na mnie od rana. I nagle dochodzi do mnie piskliwy głos „MAMO NUDZI MI SIĘ!! Więc wspinam się na wyżyny i proponuję kilka ciekawych według mnie aktywności, które jednak nie spotykają się z aprobatą malucha. A że pies trąca nosem wychodzimy na spacer. Praca poczeka.

W między czasie robiąc porządki i zajmując malca aby za długo jednak z tabletem nie siedział (bo niezdrowo) zastaje mnie wieczór. Na pracę nie mam już sił i ochoty. Wykonuję jednak wysiłek i otwieram laptopa z nadzieją, że czeka na mnie worek zamówień, którymi zajmę się jutro.

No tak… zapomniałam. Wy też siedzicie w domach w nowej rzeczywistości i nie w głowie Wam zakupy w dobie niepewnego jutra.

Nie szkodzi.

Zadzwonię do przyjaciółki, poczytam książkę, włączę kojącą muzykę i będę wizualizować cudowną przyszłość „po”.

Koniec dnia znowu należy do mnie! 🙂